Przez parę ostatnich tygodni czuję, że moje dotychczasowe życie się kończy. Dosłownie - się kończy. Nie wiem, czy to te ostatnie dziewięć lat, czy może więcej, ale czuję, że "Odkurzacz Życia" wysysa ze mnie wszystkie stare energie. Nawet nie te "stare" z tych ostatnich dziewięciu lat, ale "stare - stare", te ponakładane na mnie przez dziesięciolecia. "Jestem tutaj dla Prawdy" - słyszę nieustannie ten cichy głos wewnątrz siebie - "Proszę, prowadź mnie Prawdo, do Serca tego, co jest Prawdziwe". Te słowa powiedział kiedyś Mooji, ale we mnie dźwięczą one i grają jak olbrzymi dzwon. Kiedy już raz zdecydowałam się na ten krok, krok w stronę Prawdy - nie ma już odwrotu. Już nie da się zejść z tej "drogi". Już nie da się jej zaprzeczyć, zapomnieć, czy też "odwidzieć" tego rozpoznania. Jest tylko jedno małe "ale". Ta "droga", to rozpoznanie, ta Świadomość nie zawsze widzi łatwe i przyjemne zdarzeni...
Bycie Przestrzenią - Pustką - Bogiem otwiera niezwykle szeroką Perspektywę widzenia - wiedzenia - rozpoznania. W Przestrzeni Świadomości dzieje się / wydarza WSZYSTKO: tryliardy zdarzeń, nieskończona ilość myśli i emocji tryliardy przejawień Istnień ze wszelkich wymiarów W Przestrzeni Świadomości rozpoznajesz to wszystko. ALE TYM NIE JESTEŚ. Wszystkie te fale, energie, emocje, myśli, przejawienia, dzieją się / wydarzają “automatycznie” - same z siebie - one, po prostu - SĄ. Tak, jakbyś Ty - jako Świadomość - stał przed / ponad bezkresnym oceanem - i w swym Nieporuszonym Istnieniu - po prostu na to patrzył. NIE MASZ WPŁYWU NA PORUSZAJĄCE SIĘ ENERGIE. ONE SĄ / ISTNIEJĄ NIEZALEŻNIE OD CIEBIE. Część z nich podpłynie do wytworzonego przez Ciebie ciała, abyś TY mógł ich dotknąć, posmakować, doświadczyć, i… ROZPOZNAĆ W NICH SIEBIE. NIE JESTEŚ TWÓRCĄ NICZEGO. TO WSZYSTKO ZOSTAŁO JUŻ STWORZONE. TO WSZYSTKO JUŻ SIĘ WYDARZYŁO. Nie ma więc powodu, ani potrzeby utożsamiania się z którymkolwi...
Mam (i zawsze miałam) bardzo silną Świadomość tego, kim jesteśmy. Nie mówiłam o tym głośno, bo - po pierwsze - nikt w moim otoczeniu nie postrzegał życia na Ziemi z tej samej perspektywy, co ja, a - po drugie - moja mama bardzo często uciszała mnie i szeptała mi do ucha, że jeśli będę głośno mówić o swoich spostrzeżeniach i odczuciach, to ludzie uznają mnie za nienormalną czy też chorą psychicznie. W mojej rodzinie od strony taty był przypadek chorej psychicznie osoby. Nie dlatego, że on się taki urodził. Mój dziadek, bo to o nim jest mowa, nabył tę chorobę w latach, w których Niemcy makabrycznie go torturowali i robili na nim eksperymenty medyczne. Umysł mojego dziadka znalazł więc sobie "wytrych" - c oś, co społecznie zostało uznane za prawdopodobną chorobę dwubiegunową lub schizofrenię. Te argumenty nie były jednak wystarczające dla mojej mamy. Ona nie postrzegała tego w ten sposób. Ona makabrycznie bała się oceny i odrzucenia ze strony ludzi, więc wolała mnie...